Powoli zaczynam ładować akumulatory i… trochę tupać nogami z niecierpliwości. Zbliża się mój wyjazd na Podlasie na wiosenną migrację ptaków.
Fotografia od lat jest ważną częścią mojego życia. Najczęściej kojarzy się z portretami, reportażem czy pracą w studio, ale od czasu do czasu potrzebuję też zupełnie innego rytmu. Takiego, w którym najważniejsze są cisza, cierpliwość i obserwacja natury.
Podlasie jest jednym z tych miejsc w Polsce, gdzie wiosną dzieje się prawdziwy spektakl przyrody. Tysiące ptaków zatrzymuje się tu podczas migracji. Wczesne poranki nad rozlewiskami, mgła unosząca się nad wodą i pierwsze promienie słońca tworzą atmosferę, której nie da się porównać z niczym innym.
To właśnie wtedy zaczyna się najciekawsza część dnia fotografa przyrody. Trzeba wstać bardzo wcześnie, czasami jeszcze przed świtem, znaleźć dobre miejsce i cierpliwie czekać. Nagrodą są chwile, kiedy wszystko zaczyna się budzić do życia i słychać pierwsze głosy ptaków, nad wodą pojawiają się sylwetki w locie, a światło powoli buduje klimat zdjęć.
Fotografia ptaków uczy pokory. Tu niczego nie da się zaplanować w stu procentach. Można przygotować sprzęt, znać miejsca i obserwować przyrodę, ale ostatecznie to natura decyduje, co pokaże danego dnia.
Na rozgrzewkę wrzucam kilka kadrów z zeszłorocznego wyjazdu. A już niedługo, mam nadzieję, pojawią się nowe historie zapisane w zdjęciach z tegorocznej migracji.




































