Na tę sesję plenerową musieliśmy trochę poczekać. Magdalena i Damian pobrali się w czerwcu, a ponieważ sezon ślubny szybko nabrał tempa, znalezienie wspólnego wolnego terminu okazało się trudniejsze, niż początkowo zakładaliśmy.
U mnie w tym okresie kalendarz jest mocno wypełniony reportażami i sesjami, u nich również nie każdy dzień był możliwy. W końcu jednak udało się znaleźć wolne okienko i spotkaliśmy się na długo wyczekiwanym plenerze ślubnym.
I wtedy pojawił się kolejny znak zapytania, pogoda.
Kiedy zaczynaliśmy fotografować, niebo było pochmurne. Oczywiście pochmurny dzień wcale nie oznacza złych zdjęć. Miękkie, rozproszone światło ma mnóstwo zalet i daje bardzo duże możliwości w fotografii portretowej. Ale każdy, kto trochę zna moje zdjęcia, wie, że kiedy podczas pleneru pojawia się niskie słońce, zaczynam patrzeć na otoczenie trochę inaczej.
Lubię fotografować pod światło. Lubię mocne kontry, refleksy, długie cienie i ten charakterystyczny ciepły kolor, który pojawia się pod koniec dnia. Szczególnie podczas sesji ślubnej, kiedy takie światło potrafi stworzyć cudowną atmosferę.
Tego dnia trzeba było po prostu trochę poczekać.
W pewnym momencie chmury zaczęły ustępować i pojawiło się słońce. I rzeczywiście trzeba mieć w życiu trochę szczęścia, czasami również do światła.
Od tej chwili wiedziałem już, że będziemy mieli dokładnie takie warunki, na jakie liczyłem. Zależało mi na ruchu i naturalnej reakcji między nimi. Spacer, bieg przez łąkę, spojrzenia, śmiech, przytulenie. Fotografując pary, często właśnie pomiędzy „zaplanowanymi” zdjęciami powstają kadry, które później lubię najbardziej bo są spontaniczne i naturalne.
Słońce schodziło coraz niżej, światło robiło się coraz cieplejsze, a my mogliśmy wykorzystać zarówno otwartą przestrzeń, jak i drzewa, wysokie trawy czy słoneczniki. Powstały zdjęcia bardzo różne od jasnych i naturalnych portretów, przez mocno złote kadry pod światło, aż po niemal graficzne sylwetki na tle zachodzącego słońca.
I właśnie dlatego tak lubię złotą godzinę.
Nie chodzi wyłącznie o to, że wszystko robi się wtedy pomarańczowe. 😉 Niskie słońce pozwala budować zdjęcie światłem. Można nim oddzielić postacie od tła, podkreślić włosy, stworzyć kontur sylwetki albo całkowicie zmienić charakter tego samego miejsca, przesuwając się dosłownie o kilka metrów.
Oczywiście pogody nie da się zamówić. Fotograf może przygotować sprzęt, wybrać miejsce, sprawdzić godzinę zachodu słońca i zaplanować sesję, ale ostatecznie natura i tak potrafi napisać własny scenariusz.
Tym razem napisała go zdecydowanie po naszej stronie. Patrząc na gotowe zdjęcia, mam jedną myśl: warto było czekać.


