Lubię ludzi z pasją. Takich, którzy potrafią kompletnie przepaść w tym, co lubią robić.
Sam mam kilka takich rzeczy. Fotografia jest ze mną od lat i stała się moim zawodem, ale nadal pozostaje pasją. Lubię też wsiąść na rower i po prostu jechać. Coraz większą frajdę sprawia mi gotowanie, poznawanie nowych smaków i podpatrywanie ludzi, którzy naprawdę znają się na dobrej kuchni.
I chyba z wiekiem wcale mi nie przechodzi. Wręcz przeciwnie. Coraz częściej mam ochotę próbować nowych rzeczy i realizować pomysły, na które kiedyś brakowało czasu.
Podobno to kryzys wieku średniego. 😁 Ja mam inną teorię. To po prostu spełnianie marzeń z dzieciństwa, na które właśnie teraz jest czas. Bo jak nie teraz, to kiedy?
Jednym z takich powrotów do czystej fotograficznej frajdy stały się moje wyprawy za ptakami. Pobudka przed świtem, długi obiektyw, trochę cierpliwości i nigdy nie wiadomo, z czym człowiek wróci.
Ostatnio wróciłem do zdjęć z Podlasia i postanowiłem jeszcze trochę poeksperymentować… Setki ptaków, ogromna przestrzeń, ruch, światło i obrazy, których na co dzień po prostu nie mam okazji oglądać. Pomyślałem, że spróbuję pokazać je inaczej.
Bez koloru. Bez pogoni za idealną ostrością każdego pióra. Czerń i biel, wyraźne ziarno, rozmycie ruchu i trochę niedoskonałości. Chciałem, żeby przypominały fotografie z czasów filmu, kiedy ziarno było częścią obrazu, a nie czymś, co za wszelką cenę należało usunąć.
I spodobało mi się.
Niektóre kadry przestały być po prostu zdjęciami ptaków. Został ruch, kształt, światło i klimat chwili.
Po tylu latach zawodowego fotografowania właśnie to nadal daje mi ogromną frajdę. Można znać swój aparat, światło i technikę, a mimo wszystko ciągle znaleźć coś, czego jeszcze się nie próbowało.
Bo fotografia to nie tylko sposób na pokazanie tego, co zobaczyłem.
To również sposób na pokazanie tego, jak to zapamiętałem. I dlatego ta pasja nadal mi się nie nudzi. 📷


