Podlasie kojarzy się z migracją ptaków i nie bez powodu. To jedno z tych miejsc, gdzie natura naprawdę pokazuje skalę i rytm, którego na co dzień nie widać. W tamtym roku miałem okazję być tam właśnie w czasie przelotów i już wtedy wiedziałem, że to nie będzie jednorazowy wyjazd.
Rajski Staw to miejsce, do którego chce się wracać. Nie tylko ze względu na ogromną liczbę ptaków, ale też na krajobraz i światło. Wschody i zachody słońca potrafią tu wyglądać zupełnie inaczej niż gdziekolwiek indziej. Czerwienie, pomarańcze, głęboki cień drzew i cisza, która sprawia, że wszystko dzieje się wolniej.
Fotografując takie miejsca, z czasem coraz bardziej widzę, że nie chodzi wyłącznie o same zdjęcia. Liczy się bycie tam, obserwowanie zmian, czekanie. Światło nie pojawia się na zawołanie, ptaki nie ustawiają się do kadru, a najlepsze momenty trwają bardzo krótko. Trzeba po prostu być uważnym.
W tym roku znów wracam do Rajskiego Stawu. Z tym samym spokojem, z aparatem i z myślą, że natura i tak zrobi wszystko po swojemu. A ja spróbuję to zapisać w kadrach.
Takie miejsca przypominają mi, dlaczego fotografia krajobrazowa i przyrodnicza nadal daje mi ogromną frajdę. Za ciszę, światło i momenty, których nie da się powtórzyć.










