Choć na co dzień kojarzony jestem głównie z fotografią ludzi, reportażem i emocjami, coraz częściej wracam też do pracy stricte technicznej. Jednym z takich obszarów jest fotografia produktowa, którą realizuję regularnie, między innymi dla lokalnej masarni.
To zdjęcia wędlin, które później trafiają na billboardy i do gazetek reklamowych. Tego typu fotografia rządzi się swoimi zasadami. Tutaj wszystko musi być czytelne, powtarzalne i dopracowane w detalu. Zdjęcie musi działać niezależnie od tego, czy pojawi się w dużym formacie, czy w druku o mniejszym rozmiarze.
W fotografii produktowej kluczowa jest pełna kontrola nad światłem. Każdy element, struktura i kolor muszą wyglądać dokładnie tak, jak powinny. To nie jest kwestia przypadku, ale efekt doświadczenia fotograficznego zbieranego przy bardzo różnych realizacjach, w różnych warunkach i z różnymi tematami.
Lubię takie zlecenia, bo są dla mnie dobrą odskocznią od reportażu. Pozwalają zwolnić, skupić się na technice, detalu i spokojnym budowaniu kadru. Paradoksalnie właśnie ta precyzja sprawia, że później wracam do fotografii ludzi z jeszcze większą uważnością.
Fotografia produktowa i reportażowa różnią się rytmem pracy, ale łączy je jedno, światło i świadome patrzenie. I choć fotografia ludzi oraz reportaż ślubny nadal są u mnie na pierwszym miejscu, takie realizacje świetnie uzupełniają codzienną pracę i pozwalają zachować balans.








