Fotografia często kojarzy się z wyjazdami, planowaniem kadrów i pogonią za wyjątkowym światłem. A jednak niektóre zdjęcia powstają zupełnie przypadkiem.
Wieczorem 17 czerwca wyszedłem przed dom i spojrzałem w niebo. Nad zachodnim horyzontem wisiał delikatny sierp Księżyca, a tuż obok niego świeciła Wenus. Chwilę później zauważyłem również Jowisza nisko nad horyzontem.
Nie była to wyprawa fotograficzna. Nie planowałem tego zdjęcia. Po prostu zatrzymałem się na kilka minut.
To właśnie takie chwile przypominają mi, dlaczego tak bardzo lubię fotografię. Nie zawsze chodzi o spektakularne miejsca czy dalekie podróże. Czasami wystarczy spojrzeć w górę.
Najbardziej urzekał mnie cienki sierp Księżyca i subtelnie widoczne światło popielate. To delikatny blask odbity od Ziemi, który pozwala dostrzec zarys całej tarczy Księżyca. Zjawisko znane astronomom od wieków, ale za każdym razem robiące takie samo wrażenie.
Patrząc na ten kadr, pomyślałem o tym, jak często jesteśmy zajęci codziennymi sprawami. Pracą, obowiązkami, terminami. Tymczasem nad naszymi głowami każdego dnia dzieją się rzeczy piękne i niezwykłe, które nie oczekują niczego poza chwilą uwagi.
Może właśnie dlatego fotografia nauczyła mnie czegoś ważnego. Między patrzeniem a widzeniem istnieje ogromna różnica.
Czasami wystarczy wyjść przed dom, podnieść głowę i dać sobie kilka minut ciszy.
Reszta dzieje się sama.


